Moje wędkarskie wrażenia z Kanady

Od paru lat podróżuję po świecie w okresie wakacji tak jak wiele osób w moim wieku. Jednakże nie wszyscy mają takie zainteresowania jakie ja posiadam, czyli wędkarstwo. W nawale zadań i pracy jakie na mnie czekały w Kanadzie nie raz znalazłem czas na odrobinę wędkowania, chociaż przez parę godzin. Jak wiadomo Kanada jest bardzo czystym krajem, ma zasobne i bogate w rybę łowiska….. jednakże nie wszędzie. Będąc już kolejny raz w Kanadzie przekonałem się że tam wędkarstwo nie zawsze należy do przyjemności.

Ja osobiście byłem w okolicach Toronto, i tam niestety sytuacja nie wygląda za ciekawie. Każda ,,woda’’ jest praktycznie prywatna, a jak już znajdziemy ogólnodostępny akwen to nie da się niestety łowić gdyż woda nie zawsze jest czysta. Dotyczy to w szczególności Toronto, a konkretniej jeziora które się przy Toronto znajduje, jeziora Ontario.

Chcąc połowić nad tym jeziorem nie możemy się nastawiać na to że złowiony przez nas okaz będziemy mogli zabrać do domu i spokojnie skonsumować. Problem tkwi w przemyśle, ryby są po prostu skażone metalami ciężkimi. Każdy Polak-wędkarz tam mieszkający stanowczo odmawiał mi pójścia nad to jezioro. Prawdę mówiąc, aby ,,nałowić się ‘’ ładnej ryby musimy przejechać spory kawałek na północ od Toronto. Tam sytuacja wygląda zupełnie inaczej.

Kanadyjskie wody są bardzo zasobne w szczupaka, karpia, no i niestety sumika amerykańskiego. Występują tam również inne gatunki ryb np. różne odmiany Bassa, ryby która w Polsce nie występuje….jak i pstrągi które u nas w naszym kraju możemy spotkać bez większego trudu. Dziwił mnie na początku fakt, że karpia o wiele łatwiej jest złapać w Kanadzie niż w Polsce. Powód jest bardzo prosty, tyle jest tam tego karpia że nie sposób wrócić z łowiska bez choćby paru sztuk tej ryby. Do wędkarstwa w Kanadzie przywiązuje się zupełnie inną wagę niż w Polsce. Nie ma tam czegoś takiego jak karta wędkarska. Idzie się po prostu do hipermarketu i się kupuje kuponik na cały rok. Z tym dokumentem łowimy sobie do woli…przez cały rok.
Ilość zabranej ryby z łowiska zależy od tego za ile dolarów kupimy kupon. Nie wszystkim polskim wędkarzom to odpowiada…na pewno przez pewne przyzwyczajenia. Co do kultury wędkowania, to wygląda to zupełnie inaczej niż w Polsce. Oczywiście lepiej. Spotkałem się z wędkarzami którzy dosłownie oddawali mi obrotówki, woblery i inne akcesoria po tym jak mi się nie raz coś zerwało…. jest to bardzo miłe. Ja również służyłem pomocną ręką na łowisku. W naszym kraju niestety tak różowo nie jest…sami koledzy o tym wiecie. Nie spotka się na łowisku pozostawionych po kimś śmieci, każdy sprząta po sobie, i nikogo nie trzeba do tego zmuszać.

Teraz trochę opowiem o przynętach jakie się stosuje na kanadyjskich łowiskach. Do połowu karpi najczęściej używa się kukurydzy i rosówek kalifornijskich. Białych robaków nie spotkamy w sklepach wędkarskich, jest to tam po prostu nieznane. Ja osobiście jadąc na ryby nie myślałem o takim czymś jak zanęta. Jest to w ogóle nie potrzebne, gdyż bez nęcenia i tak się nałowimy do woli karpi ważących 5-8kg. I nie jest to tam czymś nadzwyczajnym.
Do połowu ryb drapieżnych używamy dużych woblerów i obrotówek….co najmniej o nr. 6. Małe przynęty na ryby drapieżne są tam po prostu nie popularne. Poza tym są tam dość duże ryby, i to jest główna przyczyna. Jeśli miałbym wybrać między wędkowaniem w Kanadzie a wędkowaniem w Polsce….wybrał bym wędkowanie w Polsce. Wiele osób mi się dziwi, natomiast przyczyna jest bardzo prosta dlaczego w Polsce wciąż są lepsze warunki do uprawiania tego hobby. Przeciętny obywatel mieszkający w Kanadzie i tam też pracujący NIE MA CZASU NA WĘDKARSTWO!!!. Niestety tam czas pędzi o wiele szybciej niż tu u nas, poza tym tam się naprawdę ciężko pracuje, a do wędkarstwa w tym całym nawale pracy nie przywiązuje się większej wagi.
Wszystkich zachęcam do podróży!!! Podróże kształcą!!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *