Gdzie są melioranci z dawnych lat?

Obserwując w maju br. zmagania wędkarzy wyczynowców podczas „I Otwartych Zawodów Podlaskiego Klubu Wędkarskiego” złapałem się po raz kolejny na tym, że Narew mimo jej tragicznych losów w dalszym ciągu jest dla mnie rzeką numer jeden, że jest dla mnie rzeką najważniejszą.

Z Narwią kojarzą mi się czasy mojego dzieciństwa i pierwsze próby samodzielnego wędkowania. To właśnie w Żółtkach przed wielu laty przeszedłem inicjację wędkarską. To właśnie w Żółtkach ojciec i dziadek odkrywali przede mną tajemnice tej pięknej rzeki. Była to miłość od pierwszego wejrzenia

Pamiętam „sumową jamę” po prawej stronie mostu oraz wielką „leszczową rynnę”. Pamiętam śliczne jazie łowione przez dziadka na groch i wielkie żywcowe spławiki z bocianiego pióra majestatycznie kołyszące się w jednej z licznych zatok. Miałem ogromne szczęście widzieć Narew jakiej z pewnością nigdy już nie ujrzę.

W latach siedemdziesiątych ubiegłego wieku zgodnie z decyzją ówczesnych władz przeprowadzono meliorację Narwi. Na kilkudziesięciokilometrowym odcinku rzeki od Rzędzian do Strękowej Góry brutalnie wbito w delikatny ale zdrowy wodny krwiobieg rzeki sześć zimnych, betonowych jazów. Jazy według planu miały m.in. za zadanie w okresie suszy utrzymywać odpowiedni poziom wody w dolinie Narwi a w czasie powodzi nadmiar wody szybko odprowadzać. Odcięto meandry Narwi które stały się bezdusznymi starorzeczami skazanymi na powolną i nieuchronną śmierć. Sztucznie wyprostowane i pozbawione naturalnych zakrętów brzegi Narwi spowodowały bardzo szybki odpływ wód. Majestatycznie i nieco leniwie płynąca rzeka zamieniła się w smutny „ciek” o dość sporym uciągu wody.

Dziś, po trzydziestu kilku latach starorzecza połączone z głównym korytem rzeki za pomocą rur nie radzą sobie z wszechobecną trzciną. Gęsta roślinność wodną brutalnie wykorzystuje kalectwo Narwi i zawłaszcza skutecznie każdy wolny kawałek wody. Brak odpowiedniego ruchu wody i brak tlenu powoduje, że latem w starorzeczach wszystko gnije i śmierdzi. Nawet ptaki coraz rzadziej zakładają gniazda. Ryb też jest znacznie mniej niż kiedyś. Dolny odcinek meliorowanej Narwi bezpośrednio graniczący z dalszą częścią rzeki nietkniętej działaniem człowieka jakoś sobie radzi natomiast w górnym zmeliorowanym odcinku na spotkanie z dużymi rybami raczej nie mamy co liczyć. Zdarzają się co prawda okazałe leszcze, jazie czy klenie ale trafiają się sporadycznie, najczęściej przy wysokich stanach wody. Szczupak występuje dość licznie ale daleko mu gabarytami do kuzynów z okolic Bronowa, Krzewa czy Wizny. Nawet coroczne obfite zarybienia dokonywane przez Polski Związek Wędkarski nie przynoszą takich efektów jak na innych wodach będących pod opieką białostockiego okręgu PZW.

Narew w tym rejonie najlepsze lata świetności zdecydowanie ma już za sobą. Okrutna i głupia melioracja popełniona w przeszłości przez człowieka odcisnęła wielkie piętno na kondycji rzeki. Narew w wyniku tego zabiegu stała się prosta i nieciekawa, pozbawiona zakrętów i zakamarków bezpowrotnie straciła swój urok. Nieprzemyślanym zabiegiem sprzed lat zniszczono kilkadziesiąt kilometrów rybnej i wspaniałej kiedyś rzeki. Po raz kolejny przyroda przegrała z człowiekiem który w bezmiarze swej głupoty dokonał mordu na tej pięknej rzece.

Marzy mi się akt aby wszystkich ówczesnych fachowców od melioracji odpowiedzialnych za ten gwałt na Narwi ubrać w pokutne łachmany i pędzać codziennie wzdłuż okaleczonych brzegów jednocześnie krzycząc do uszu partaczy o rozmiarach krzywdy którą wyrządzili rzece. A może idąc za ciosem warto byłoby aby w celach profilaktycznych dołączyli do nich także obecni włodarze którzy tak chętnie i z taką łatwością wydają zgody i zezwolenia na prace melioracyjne na… Supraśli?  Bo Supraśl jest kolejną rzeką która wpadła w oko meliorantom. A zakusy i apetyty aby coś jeszcze „poprawić” są bardzo duże. Kilkadziesiąt kilometrów rzeki w tym znaczny odcinek Supraśli płynącej przez środek cudownej Puszczy Knyszyńskiej jest łakomym kąskiem dla „ludzi” od poprawiania rzek. Kasa łożona na scalanie gruntów , kasa z Sektorowego Programu Operacyjnego „Gospodarowanie rolniczymi zasobami wody” oraz finansowe programy rozwoju obszarów wiejskich z pewnością pomagają meliorantom wygrywać w tej nierównej walce.

Ale jest światełko w tunelu które może położyć kres tym (w mojej ocenie) niefachowym działaniom. Na odsiecz wędkarzom i innym organizacjom ekologicznym z pewnością przychodzi RWD czyli Ramowa Dyrektywa Wodna – najważniejszy wspólnotowy akt wyznaczający ramy polityki wodnej na najbliższe lata. W RWD m.in. jest mowa o koniecznych renaturyzacjach rzek (przywracaniu dawnego biegu). Niestety zwykłemu wędkarzowi bardzo trudno jest już w tym wszystkim się połapać. I coś mi szepcze za lewym uchem, że prędzej rzeka Supraśl podzieli smutny los Narwi niźli doczekamy się jasnego stanowiska naszych władz i określenia czytelnego planu dotyczącego przyszłości naszych rzek, planu zgodnego z unijnymi zapisami mającymi charakter nadrzędny w stosunku do polskiego prawa.

Fot. Wikimedia Commons

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *